MKKwola
MKKwola.blog.interia.pl
Notki
Trzecia część i chyba ostatnia 12.04.02
Nieznana historia Solidarności cz. 2 (19.03.12) 12.03.22
http://www.youtube.com/watch?v=iJnYJYJlksg&feature=related
OSKARŻAMY więc: partię kanalii oraz cały ten system sfaszyzowanego komunizmu, który partia kanalii nazywa swoim państwem i za pomocą którego co dzień nas upokarza, co dzień od nowa zniewala, obraża najprostsze i najważniejsze poczucie moralne, a niepokornych więzi i morduje


Nieznana historia Solidarności cz. 1 (12.03.12) 12.03.22
www.youtube.com/watch 
Nie wszystko złoto, co się świeci -- tak można podsumować dzisiejszych polityków, którzy powołując się na solidarnościowe korzenie, zasiedli w Sejmie i psują Polskę. Nieznaną historię „Solidarności" opowiada nam Alfred Rosłoń. Alfred Rosłoń jest blogerem Nowego Ekranu. I działaczem „Solidarności", który najpierw budował związek, potem patrzył jak już w rzekomo wolnej Polsce związek się upolitycznia. I w końcu ze smutkiem konstatował, że u władzy zasiedli ludzie, o których można powiedzieć wiele złego. Przede wszystkim to, że są marni.


Ostatni numer 11.12.06
OŚWIADCZENIE MKK    I " WOLI"

Międzyzakładowy Komitet Koordynacyjny, prowadzący swoja działalność nieprzerwanie od pierwszych tygodni stanu Wojennego i wydający gazetę "WOLA" postanawia w porozumieniu z przyjaciółmi z "WOLI" zrezygnować wydawania podziemnego pisma z dniem 11 września 1989 roku. Powołaliśmy nasz komitet i zdecydowaliśmy się wydawać gazetę w najtrudniejszych dla Solidarności chwilach Działaliśmy przez wiele lat organizując wsparcie dla Tajnych Komisji Zakładowych, spotykając sie i dyskutując o wielu ważnych dla przetrwania naszego związku sprawach. Dzisiaj, w nowej sytuacji politycznej, po legalizacji Solidarności, po zwycięskich wyborach i ustanowieniu społecznej reprezentacji parlamentarnej, przy szansach na odbudowę komitetów obywatelskich, po wyborze Tadeusza Mazowieckiego, człowieka Solidarności na premiera — uznajemy, że nadszedł czas zawieszenia wydawania naszego pisma, które w ostatnich miesiącach pełniło role regionalnego pisma związkowego. Mamy nadzieje na trwałe zmiany polityczne w Polsce Mamy nadzieje, że działając na różnych szczeblach funkcjonowania naszego związku od komisji zakładowych poczynając, a na "Tygodniku Solidarność kończąc będziemy dalej służyli idei solidarności, idei zasadniczych zmian gospodarczych w Polsce, idei demokracji. Po raz pierwszy od wielu lat ta droga jest dla nas realna Będziemy nią kroczyli mimo wielu trudności, które na pewno jeszcze napotkamy. Zawieszamy naszą wydawniczą działalność, choć w każdej chwili jesteśmy gotowi do niej wrócić i służyć idei wolności Polaków. Jako Międzyzakładowy Komitet Koordynacyjny będziemy istnieli dalej, wspomagając się wzajemnie doświadczeniem i umiejętnościami w budowaniu niezależnego społeczeństwa obywatelskiego?
Dziękujemy wszystkim tym, którzy przez trudne lata wspomagali naszą prace? Dziękujemy tajnym komisjom zakładowym, drukarzom, transportowcom, kolporterom, redaktorom. Dziękujemy wielu bezimiennym współpracownikom, którzy pomagali nam technicznie, finansowo, lokalowo. Dziękujemy Regionalnej Komisji Wykonawczej Mazowsze za współprace oraz naszym przyjaciołom z zagranicy: Jerzemu Giedroyciowi z paryskiej "Kultury", Irenie Lasocie. Mirkowi Chojeckiemu. Kolegom z paryskiego regionu CFDT oraz wszystkim innym, których nie sposób dzisiaj wymienić. O tej pomocy i przyjaźni będziemy pamiętali. Przed nami nowy czas i nowe, trudne zadania. Bądźmy w tym czasie razem, zachowajmy te szczerość, odwagę i wierność, które przez tyle lat towarzyszyły nam w pracy konspiracyjnej.
Warszawa., 11 Września 1989 r. Międzyzakładowy Komitet Koordynacyjny Redakcja tygodnika „wola.
ANDRZEJ URBAŃSKI


P I E R W S Z Y    R O K " WOLI"
Wiadomo, że "WOLA" była jednym z pierwszych pism stanu wojennego w regionie. Obok "Wiadomości „Tygodnika Wojennego „ a przed „Tygodnikiem Mazowsze". Mało, kto wie jednak, ze wraz z pierwszym numerem zespół poniósł 50-procentowe straty. W wyniku przypadkowej wpadki z częścią nakładu aresztowano Piotra Stasińskiego. Pismo wymyśliliśmy we dwóch, a tworzyliśmy w oparciu o tajne komisje "S Biblioteki Narodowej i IBL PAN. żony, przyjaciół i jeden jedyny kontakt z wydawnictwem "Krąg". Ówczesny szef "Kręgu" u siebie, w jednopokojowym mieszkaniu, drukował lwią część podziemnych gazetek regionu. Później zespół stale się powiększał, ale trzon pierwszej redakcji stanowiły 4 osoby: Krzysiek z Instytutu Podstawowych Problemów Techniki PAN. Maciek z Polonistyki UW. i ja z Andrzejem Zielińskim z Instytutu Książki i Czytelnictwa BN. Kolportaż,
skrzynki, archiwum zapewniały dwie wspaniałe dziewczyny z BN. Strukturę zakładową tworzył Maciek przy pomocy ocalałych działaczy robotniczych, z których jeden zresztą szybko zmył sie z jakimiś skromnymi funduszami firmy. Współpraca gazety z Międzyzakładowym Komitetem Koordynacyjnym czyniła
pisma coś więcej niż instrument publicystycznej myśli. Zmuszała do stałej konfrontacji tego, co sądziliśmy z tym, czego domagali się podziemni działacze w zakładach „ na zakładach" .W tym bym szukał przyczyn tego, że "WOLA" wśród kilkudziesięciu pisemek w regionie zyskała ważne znaczenie. To było pismo nowej Solidarności,
tej, którą jakoś ufundował stan wojenny. To, że gazetka walczyła z "czerwonym", było mniej ważne niż fakt. że od pierwszego numeru widoczny jest w niej namysł
nad sytuacją polityczna Polski. Dyskutowaliśmy co tydzień polityczną naiwność przywódców i ekspertów związku z 16 miesięcy legalnej działalności. Byliśmy poza jakimkolwiek układami i to uwalniało nas od jakiś sztucznych zobowiązań. Opisując złą totalitarną naturę systemu jednocześnie pytaliśmy, dlaczego Solidarność nie była przygotowana myślowo do konfrontacji, która nastąpiła. Pytaliśmy jakie jest naprawdę społeczeństwo, które stworzyło wspaniały ruch a jednocześnie nie potrafiło obronić przed agresją. Wreszcie pytaliśmy o państwo."WOLA" była jednym z niewielu podziemnych pism. które od początku głosiły że najważniejsze jest państwo, i że "czerwonych nie da sie wywieść "na Madagaskar". Mówiąc o państwie jednocześnie walczyliśmy z mitami "związkowości" i ruchu społecznego jako panaceum na polskie kłopoty. Związek miał bronić pracowników, a Polsce…. jak wierzyliśmy….. przede wszystkim potrzebna była polityka nowa sytuacja wymuszająca kompromis. Kiedy dzisiaj przeglądam powielaczowe odbitki pierwszych 50 numerów
"WOLI" utwierdzam sie w przekonaniu, że tworzyłem tę gazetę z dwóch buntów: przeciwko władzy, PZPR, ale i przeciwko tym, którym zawierzyłam po Sierpniu, że rozwiążą polski problem. W moim i w imieniu 10 milionów jakoś podobnych mi ludzi. Myślę za ten drugi bunt był ważniejszy. To, że postanowiłem sobie, że nikt
nie będzie już ciągle za mnie decydował: ani czerwony, ani różowy, ani biały. Myślę, że dopiero wówczas stałem się "obywatelem", czyli kimś, kto chce odpowiadać
za siebie sam
W tydzień po wydaniu 50 numeru przyjechało po mnie 12 SBeków w ten sposób uniemożliwiając mi dalszy kurs kształtowania obywatelskości. Kiedy w maju 1983
wyszedłem z Rakowieckiej i Piotr Stasiński, który zdążył już się wykaraskać z pierwszej i wpadki. wręczył nu kolejny numer " WOLI " , wiedziałem, że nam się udało. Że stworzyliśmy pismo niezależne od osób, układów, sytuacji. Pismo, które zaczęło żyć już bez nas.
MACIEJ ZALEWSKI
POCZĄTEK

Jest jeden powód: dla którego zdecydowałem się napisać do ostatniego numeru
starej "WOLI" wspomnienie o jej początku. I kolegach, bez których "WOLI”
by nie było ani też tego wspomnienia Ten powód brzmi dziś jak deklaracja i jeszcze trochę czasu i wysiłku trzeba, by brzmiał inaczej w czasie dokonanym i trybie oznajmującym Jest prosty: dla mnie "WOLA" się nie kończy, chociaż wydajemy ostatni jej numer w dotychczasowej formule.
l to wspomnienie ludzi, bez których " WOLI" by nie było. ma w sobie coś z
zaproszenia "WOLA" wciąż jest dla nas zadaniem. Przynajmniej mówię za siebie. Jak zaczynaliśmy? . Pewnie na seminariach uniwersyteckich. na polonistyce, gdzie spotykali się i poznali wszyscy późniejsi redaktorzy "WOLI", gdzie czytaliśmy wspólnie "Legendę Młodej Polski" i eseje Jana Strzeleckiego. Byliśmy wówczas nadzieją krytyki literackiej j cudownie bawiliśmy się w. "literaturę". A może jeszcze wcześniej, na Powiślu, gdzieśmy chodzili do podstawówki, kopali i podrywali dziewczyny?
Znaleźliśmy się po trzynastym bez pytania i było w tym coś narkotycznego
- kto nie przeżył, nie zrozumie, i dobrze.
Struktura wolskich zakładów pracy ukonstytuowała się w drugi dzień świąt w Międzyzakładowy Komitet Koordynacyjny. Trzydziestu chłopów i pół litra wódki, dobrze pamiętam. Bez bibuły nie było o czym rozmawiać Trafiła do mnie prawda banalna. Będziemy mieli w Tym związku, w tym kraju, dla siebie tyle przestrzeni wolnej. tyle możliwości mówienia i robienia polityki, ile będziemy sobie w stanie zorganizować. "WOLA" nie miała redaktorów, drukarzy, kolporterów - miała ludzi, którzy chcieli mówić do innych i robić politykę - musieli uczyć się od początku wszystkiego.
O każdym po jednym zdaniu:
Piotr Stasiński - poszedł siedzieć pierwszy: Andrzej Urbański - był szefem
naszej grupy, nawet wtedy, gdy przestał nim być. Jędrek Zieliński popełniał najmniej błędów odszedł najprędzej: Elek Sitarski - bez niego nie dałbym sobie rady. Sławek Swiderski zawsze zasypiał w pociągu, gdy rano wracaliśmy z towarem. jak to się udawało bez wpadki trudno uwierzyć: Witek - pierwsza prawdziwa? drukarnia; Kochana Pani Doktor - kuli jej ściany w piwnicy, by znaleźć naszego Rexa; Lis wielka wpadka, poszedł siedzieć z synem, zestawił fermę lisów w okresie rui. wściec się można: Janek Skarżyński nie wiedział, że wiezie mnie na pierwsze spotkanie z Bujakiem, Janek Zajda, Andrzej Klaman. Krzyś Szeliga, Staś Chrupek Warszawski Gang Taksówkarzy - z Jankiem jeździło się najszybciej:
58 skrzynek, nawet nie wiadomo, komu było najtrudniej: Ola Zawłocka. Magda Zawidzka. Iza Zielińska. Zosia Mędzyk - były za "młode. by je przyjąć do pracy  (uległem gdy 31 sierpnia zobaczyłem Olę obok siebie jak rzuca kamieniami:) wreszcie - nasi dublerzy, potrafią o sobie opowiedzieć.
Niewygodnie pisać o przeszłości. Nie wiem. czy "WOLA" wykorzystała wszystkie swoje szanse. Rejestr błędów, zaniechań. godzenia się z okolicznościami jest tak długi, jak tych osiem wspólnych lat.
Ale zawsze, odkąd moja przygoda z "WOLĄ" się zaczęła, przyjmowałem
zasadę: musimy być pierwsi na starcie. Na mecie wszyscy są zawsze wygrani.
PS Wraz z kolegami podjąłem wysiłek wydawania legalnej gazety tygodniowej.
Będzie zatytułowana tak samo. w wyniecie ta sama gruba czcionka, do
której wszyscy zdążyli się przyzwyczaić. Jestem redaktorem naczelnym tej nowej "WOLI", gazety, której nie ma. Taki koniec "WOLI" ma jakiś sens. Moi drodzy,
tymczasem.


MÓWIONA   HISTORIA  MKK
1982 RYSIEK: W styczniu lub lutym '82 dołączyłem, jaka delegat Mennicy
Do tzw, grupy pyrowskiej (spotykała sie w Pyrach). Ściągnął mnie tam
Marek Grubv Tej grupie przewodził Rysiek Matulka i była ona od początku
związana z gazetą.
CELINA: Jedną grupę tworzył Marek Hołuszko i takie zakłady jak "ZWAR". Instytut Elektrotechniki. Centrum Zdrowia Dziecka. Szpital Kolejowy. IBJ. Później dołączyła " Tekoma ". Wiosną '82 poznałam Hanke (Kuleszę) ż Państwowego Wydawnictwa Rolniczego i Leśnego, a troszkę wcześniej Marka z Wytwórni Filmów Dokumentalnych.
RYSIEK: Drugie skrzydło tworzyły Międzylesie. Praga, był ktoś z "Kasprzaka"
"Róży". "Waryńskiego" - łącznie 10-15 osób. Połączenie tych dwóch grup nastąpiło w maju lub czerwcu '82. Wiąże się z tym anegdota. Marek Hołuszko
miał już wtedy kontakt z obiema grupami i biegał z jednego spotkania na drugie Zawsze przestrzegał zasad, konspiracji. Ale. wtedy omyłkowo umówił obie grupy na tę samą godzinę w tym samym lokalu, wcale nie chcąc ich jeszcze łączyć.
STASZEK: W połowic kwietnia, jeszcze przed połączeniem, doszło do spotkania Adamem Borowskim z MRK "S". Adam zdecydowanie napierał, aby na pierwszego maja zrobić ostrą akcję. My byliśmy trochę ostrożniejsi.
RYSZARD: MRK "S był bardziej bojową, radykalna organizacją. Ponosił więc znacznie większe straty niż MKK. Narażali się na większe ryzyko.
TOMEK: My nastawialiśmy sie bardziej na działalność programową.
RYSIEK: MRK "S" powstał zupełnie inaczej niż MKK. Był tworzony odgórnie
jako organizacja dyspozycyjna - prawdopodobnie z inspiracji Zbyszka Romaszewskiego, natomiast MKK powstawało oddolnie - przez łączenie grupek z różnych zakładów, różnych środowisk towarzyskich. Marek Hołuszko po połączeniu tych dwu grup miał pomysł, aby prezydium MKK stanowili przedstawiciele dzielnic.
Gdzieś po drodze odpadli ludzie z "Kasprzaka". "Róży". "Waryńskiego" i.
pewnym momencie w grupie wolskiej nie było żadnego wolskiego zakładu,
był czerwiec-sierpień '82. Marek oddelegował mnie do organizowania grupy i Woli. Ponownie nawiązałem kontakt z tymi trzema zakładami, doszły: "Nowotko "Świerczewski'. Mennica. Zakłady Wklęsłodrukowe. "Skala". Ta grupa działała do kwietnia '83. W kwietniu skończyło sie to wpadką. Jakoś z tego wyszły Zakłady Wklęsłodrukowe. "Skala", które przeniosły się do innej grupy na Pragę. Z resztą kontakt sie zerwał. Mennica i "Opan" istniały jeszcze później w kolportażu.
CELINA: Marek Hołuszko wpadł w listopadzie '82. Szefem MKK został Maciej Zalewski.
PIOTREK: W naszym kolportażu chodziły "TM", "KOS". "Wiadomości „ wola” miała niewielki nakład.


Rozmowa trwała dalej, ale coraz mocniej uświadamiałem sobie, jak mało mam swoim rozmówcom do powiedzenia 11.12.01
Rozmowa trwała dalej, ale coraz mocniej uświadamiałem sobie, jak mało mam swoim rozmówcom do powiedzenia To co robisz durniu w rządzie złodziei i oszustów, co masz dzisiaj do powiedzenia ministrze Tuska
POLKOLOR — TRUDNE SPOTKANIE
Michał Boni. Z działaczami "Solidarności" piaseczyńskiego "Polkoloru" spotykałem się od kilku lat. Byli dobrze zorganizowani, mieli pomysły i odwagę — przygotowali różne akcje nacisku, które zaowocowały zmianami w zakładzie. W gazetkach "WOLA — POLKOLOR" pisali rzetelnie o swoim przedsiębiorstwie. Wiedzieli, co trzeba zrobić, by poprawić poziom i jakość produkcji i dać zarobić załodze. Ostatnio zmienił sie tam TKZ (nazwali go ZKW — Zakładowy Komitet Wykonawczy), pojawili sie nowi ludzie, młodsi, z zastrzykiem świeżej energii. Umówiłem sie z nowymi i starymi na rozmowę dla "WOLI". Dziwne to było spotkanie — jeden musiał wziąć nadgodziny, ktoś był na urlopie, do jednej osoby przyjechała rodzina,- ktoś inny jeszcze ma już w głowie inne, wydajniejsze ekonomicznie pomysły na życie. Przyszło wiec niewielu, ale za to trafili sie koledzy z MZK — zajezdni warszawskiej i piaseczyńskiej. Zaczęliśmy rozmawiać podczas dziennika telewizyjnego, który specjalnie nam nie przeszkadzał. W mieszkaniu wiele symboli "Solidarności", na stole herbata — w sercach i głosach rozmówców: wiele
goryczy.
O PRACY:
Po śmiertelnym wypadku w kanale i pojawiających się rozlicznych kontrolach okazało się ze nie wiadomo jakim sposobem wszystkie karty ukończenia kursu bhp zostały podpisane fałszywymi podpisami. Zobaczyłem i swój podpis — mówi przedstawiciel MZK — i przeraziłem sie tej komunistycznej planowości Teraz fikcyjnie podpisali mnie, że ukończyłem kurs, każda zajezdnia fikcyjnie wykonuje plan — musi wysyłać za bramę określoną liczbę autobusów (niekoniecznie sprawnych). otrzymujemy fikcyjna, płace, skoro za 1 godz. płacą nam 200 zł. a w obrocie przedsiębiorstwa jedna roboczogodzina wynosi 3200 zł.
Dają nam rekompensaty i podwyżkę, ale zmniejszają każdą brygadę o 2 autobusy, czyli klienci maja, gorzej, bo autobusy jeżdżą z mniejsza, częstotliwością.
O SAMOPOMOCY:
W zajezdniach MZK, jak tylko komuś dzieje sie krzywda czy ma poważne kłopoty — pomaga mu TKZ. albo organizowana jest jawna składka Nie trzeba do niej namawiać. A u nas — mówi ktoś z "Polkoloru"— Rada Zakładowa rozpatrywała ostatnio prośbę jednej kobiety o zapomogę w szczególnie trudnej sytuacji materialnej. Można było — choć niezupełnie prawnie— przyznać jej zapomogę w wys. 50 lub 100 tys. zł — i poczekać na reakcje dyrekcji. Tymczasem Rada Zakładu odmówiła przyznania tej zapomogi i wykorzystania na ten cel kawałeczka z 4.5 mln funduszu z zysku. bo obawiała się ze zaraz pojawia, sie następni z podobnymi prośbami Fundusz z zysku (właściwie jego części) będzie najprawdopodobniej wykorzystany na łapówki dla kooperantów.
O RADZIE PRACOWNICZEJ I ODPOWIEDZIALNOSCI:
Oczywiście, przy wyborach była swoboda decyzji. Ale nie jestem pewien — mówi działacz samorządowy z "Polkoloru" — czy wszyscy obdarzeni mandatem zaufania wiedzą, co to znaczy być wybranym. Ci wybrani często unikają spotkań z ludźmi ze swoich obszarów. Na 16 członków Rady Pracowniczej, tylko trzech zrealizowało zadanie związane z powołaniem Komisji Środowiskowych, czyli komisji działających na danym terenie, reprezentujących załogę wobec kierowników i dyrekcji. uprawnionej
do negocjacji w różnych sprawach pracowniczych. Może ludzie są za
mało odpowiedzialni za konkrety. Niewielu działa w Radzie aktywnie, domaga się wglądu w finanse przedsiębiorstwa- Jest to przyczyna, takiej sytuacji, w której cala energia aktywnych działaczy z Rady idzie na rozgrywki wewnątrz Rady, a nie skupia sie na przetargowej grze z dyrekcją. Tak naprawdę to sporo osób przewinęło sie już przez Rady, ale niewielu chce działać dalej. Ludzie podobno chcą się uczyć – ale chyba za mało, za słabo, za wolno. Dlaczego? Czy to zależy od „Solidarności” w zakładzie, czy od czego innego.
O NOWEJ TAKTYCE „SOLIDARNOSCI”:
Pracownicy oglądają sie na kierownictwo
"Solidarności" — padały głosy — i pamiętają wcześniejsze stanowiska.
Toteż trudno ich przestawić z postawy negacji na zachowania potrzebne,
w sytuacji negocjacji, dogadywania się, grania z czerwonymi. Wiele osób nie może podjąć działań samorządowych, bo obawia się ze koledzy spluną im w twarz i zarzucą chwiejność postawy — przedtem głosili bojkot, a teraz chcą współpracować. To niewiarygodne! — tak ludzie naprawdę jeszcze myślą — dodawał ktoś w tej rozmowie. Zresztą wielu zwykłych ludzi uważa, że albo trzeba rozpieprzyć ten komunistyczny interes, albo dogadać sie — a skoro jedno i drugie jest niemożliwe, zostaje tylko apatia — albo trwanie przy swojej postawie. Co to znaczy trwać ? pytał jeden z działaczy. To znaczy istnieć nie jako organizacja masowa (masowa "Solidarność” to złudzenie), ale kadrowa — gotowa
do działań. Jeśli masy sie ruszą, to nie można przespać tego momentu, wtedy trzeba organizować1 tych, którzy sie zbuntują, Ludzie są zmęczeni. ale idee i samozaparcie — zostały. Na pytanie, co naprawdę miałaby robić taka kadrowa organizacja — nikt nie umiał odpowiedzieć.
O MłODZIEŻY :
Młodzi myślą o zarobku, o interesach. Widać to na "Skrze” Czy ci ludzie za marne grosze pracować do państwowego zakładu.? Wszyscy w to wątpili.
O REALNYCH ZAROBKACH : Zacząłem pracę w roku 1952 jako stażysta na robotniczym stanowisku-mówił najstarszy, a może i najwytrwalszy w solidarnościowym działaniu- i zarabiałem 1350 zł. Teraz jako super wykwalifikowany fachowiec zarabiam ok. 40000 zł. Trzydzieści pięć lat temu mogłem kupić za swoją pensje 263 kg cukru 920 kg chleba i 9200 pudełek zapałek (koszula jedwabna kosztowała 65 zł, jesionka wełniana 740-760 zł, a męskie spodenki 6 zł). Po drodze w 1979 roku za swoją pensje (wtedy — 8000 zł) mogłem kupić 762 kg, cukru. 2000 kg chleba i 16000 pudełek zapałek Teraz zarabiam na 242kg cukru, 869 kg chleba i 8000 pudełek zapałek. Mam gorzej po trzydziestu
pięciu latach pracy, niż miałem na stażu w 1952 roku. W stosunku do zarobków z 1979 roku i ówczesnych relacji cenowych powinienem teraz zarabiać średnio ok 100.000 zł.
Rozmowa trwała dalej, ale coraz mocniej uświadamiałem sobie, jak mało mam swoim rozmówcom do powiedzenia. Mogę ich zachęcić do działania — kiedy oni właśnie jeszcze działają, mogę im mówić o nowej taktyce i obywatelskie odpowiedzialności za ten rozpadający sie kraj — ale oni t o wiedzą. Słuchałem więc,
martwiłem sie nieobecnością wielu członków TKZ. w duchu planowałem sobie, co powiem tym, których dzisiaj nie było-kiedy się spotkamy. Redaktor Tomasz Litwin tajny współpracownik Służby Bezpieczeństwa „ZNAK”. tygodnik „ wola” rok nr 5 07-03-1988 (242) 
 

 







POLSKA JEST INNA Zmęczeni codziennymi kłopotami tracimy ostrość widzenia. 11.12.01
POLSKA JEST INNA
Zmęczeni codziennymi kłopotami tracimy ostrość widzenia. A Przecież Polska po Sierpniu’ 80 jest inna. Zrodzony wtedy masowy ruch protestu uświadomił
nam niezrealizowane w kraju prawa obywatelskie odsłonił niewydolność
mechanizmów gospodarczych, manipulacje władzy. Ale przede wszystkim pokazał nam-naszą siłę. Siłę zorganizowanego społeczeństwa potrafiącego przez swoich przedstawicieli dyskutować o polskich problemach. Siłę "Solidarności" jako związku zawodowego i ruchu narodowego. To nie był tylko protest, ale początek wielkiego tworzenia-wolnego, obywatelskiego społeczeństwa, Mimo katastrofy 13 grudnia zostało wiele. Ocalały więzi łączące ludzi -rożnych zawodów , ocalały ujawnione po Sierpniu
elity środowisk pracy. Ocalało dążenie do zmiany. które od kilku lat przejawia się na
różnych polach -w ruchu podziemnym, w funkcjonowaniu niezależnego obiegu
informacji, w tworzeniu i odbiorze niezależnej kultury, w ruchu samorządowym, w ożywających wspólnotach duszpasterskich, w pomysłach na niezależną działalność gospodarczą , we wrażliwości na sprawy ekologiczne. To mało?
Istnieją Tajne Komisje Zakładowe, struktury związkowe, ugrupowania
polityczne, działacze opozycyjni obdarzeni społecznym zaufaniem. A ponad to-istnieje inna świadomość Polaków. Wyzwolona z myślenia narzuconego
przez propagandę, związaną z tradycjami narodowymi, pozwalającą
coraz częściej na publiczną manifestacją własnych przekonań. Świadomość
ludzi wolnych i inaczej patrzących na świat-właśnie dzięki doświadczeniu Solidarności".
Jeśli nawet ta zmieniona świadomość nie owocuje buntem czy powszechną aktywnością na rzecz przebudowy Rzeczypospolitej-to stanowi ona grunt, na którym wzrastać będzie to, co dla kraju ma być korzystne w przyszłości. Jesteśmy gotowi , choćby nasza gotowość była jeszcze milczeniem. Zmienił się, układ sił politycznych w Polsce. Władza mimo swej chęci kontrolowania wszystkiego-musi się liczyć z głosem opinii publicznej.
Bowiem ten głos potrafimy już przedstawić i upowszechnić. Toteż w ciągu ostatnich lat po cichu uznano istnienie środowisk niezależnych. Jeszcze dziesięć lat temu nie do pomyślenia byłaby taka dyskusja o gospodarce, jaka obecnie odbywa się na łamach prasy oficjalnej. Telewizja nie pokazywałaby wielu filmów, Urban nie musiałby nieustannie
Komentować tego czym żyje społeczeństwo, nie toczyłyby się , procesy
wytaczane dyrektorom przez Rady Pracownicze, zagraniczni przedstawiciele
przyjeżdżający do Polski nie spotykaliby się z przedstawicielami
opozycji a rząd nie sformułowałby swoich" Tez o II etapie reformy
gospodarczej „Wszystko to dzieje się pod naciskiem.
Władza wie, że polskie problemy-kryzysu politycznego, społecznego,
ekonomicznego-są nierozwiązywalne bez udziału społeczeństwa. Już to
wie. Społeczny nacisk, który uczynił z Polski miejsce poniekąd specjalne
w zaczynającym się rozpadać obozie sowieckim, jest jeszcze za słaby, by władza przeszła od wiedzy, którą posiada-do czynów i faktów na
rzecz demokracji i radykalnej reformy gospodarki. Ale jest to pewnie
kwestia czasu...Kryzys w Polsce trwa. Przeszło 1/5 rodzin żyje poniżej progu minimum socjalnego, rośnie" umieralność "niemowląt i mężczyzn w wieku aktywności zawodowej, pieniądz nić nie znaczy, młodzież marzy o wyjeździe z kraju, w którym musi czekać przeszło 20 l a t na mieszkanie. Jesteśmy sfrustrowani i pełni lęku o przyszłość. Lecz jest to frustracja inna niż ta, jaką znamy z końca lat 70-tych.Wiemy bowiem lepiej, jak się bronić.
Wiemy już, jak być i działać razem-SOLIDARNIE. Nie zapominajmy tej
lekcji, bo ona właśnie uczyniła Polskę inną i na niej wspierają się nasze nadzieje na przyszłość. /T.L/ Michał Boni TW-SB „ZNAK”
Czy to granda, czy to spisek? Chociaż ostry był, jak jeż, drań łachudra i zakała po salonach wodził prym były kapuś,postępowiec 11.12.01

Czy to granda, czy to spisek?
"Chociaż ostry był, jak jeż, drań łachudra i zakała po salonach wodził prym były kapuś, postępowiec".


Uważam, że mam moralne prawo komentować polityków a tym bardziej tych, którzy działali ze mną, choć w innych strukturach. Do dziś nie jestem pewien, czy działając http://www.encyklopedia-solidarnosci.pl/wiki/index.php?title=Andrzej_Adamiak  czy http://www.slownik-niezaleznidlakultury.pl/index.php?page=wysyp&sel=A&klucz=12&s=  nie pracowałem pod kontrolą komunistycznych służb specjalnych. Współpracowałem z obecnym Ministrem Spraw Wewnętrznych i cyfryzacji Michałem Bonim PS. SB "ZNAK". Pamiętam, jak po raz pierwszy usłyszałem Radio Solidarność w Warszawie. Nie tylko dla mnie było to optymistyczny dopalacz, ale jak sądzę dla wielu innych ludzi. 17 Września 1982 r. Radio Solidarność nadało swoją audycję w Dołku Katyńskim na warszawskich Powązkach. Po wielu latach dowiedziałem się, że twórcami Radia Solidarność byli Zofia i Zbigniew Romaszewski. Zawsze uważałem Zbyszka za prawego człowieka działającego na rzecz wolności obywatelskiej, praworządności i dlatego zwróciłem się do Zbyszka Romaszewskiego o pomoc.
Kiedyś życie zmusiło mnie do poszukania pomocy w biurze poselskim Zbigniewa Romaszewskiego. Po wcześniejszej rozmowie z Zofią Romaszewską przyjechali do mnie przedstawiciele biura. Było to dwoje ludzi i po rozmowie oraz szczegółowym opisaniu mojej sprawy, asystenci Romaszewskiego zabrali moje dokumenty do biura w celu przedstawienia mojej sprawy Romaszewskiemu. Moja sprawa dotyczyła traktowania mnie przez Sąd powszechny i naruszenie moich podstawowych praw do obrony, jako osoby niewidzącej. Kiedy po kilku tygodniach zadzwoniłem do Biura Romaszewskiego, dowiedziałem się, że Romaszewski nie zajmie się moją sprawą. Asystenci już do mnie nie przyjechali i nie przywieźli moich dokumentów a musiała zrobić to moja koleżanka. Tyle było dla mnie pomocy za działanie na rzecz wolnej Polski w latach 1982- 1991, bo do 1991 r. byłem jeszcze podziemnym drukarzem wydawnictwa książkowego "KRĄG", które mimo "Okrągłego Stołu" było nadal nielegalne. Z prawa do wolności skorzystali ci, co siedzieli przy stole. Bardzo się rozczarowałem tą pomocą i życzliwością, z jaką mnie potraktowano. Gdyby mi wtedy pomogli, to dziś miałbym spokój a tak nadal się szarpię, bo nie daję się dobić Sądowi powszechnemu.
Po raz kolejny 14 kwietnia 2010 r. zwróciłem się o pomoc, ale tym razem do Zofii Romaszewskiej prowadzącej biuro mające pomagać ludziom. Tym razem wykazałem się wielką naiwnością i głupotą, gdyby głupota bolała to bym do dziś jęczał. Mimo opisanych moich problemów, kalectwa i mojej działalności na rzecz wolnej Polski zostałem spławiony. No tak, jaki ze mnie patriota? Chociaż też w stanie wojennym rzucałem kamieniami, ale w zupełnie innej sprawie. Szkoda, że nie biłem piłkarzy, ale miałem ważniejsze zajęcie niż zajmowanie się bandytyzmem.
Moja znajoma postanowiła pomóc mi w codziennym życiu w godności i zwróciła się do mojego kolegi? Michała Boniego o pomoc. Zwróciła się także do Marszałka Senatu Zbigniewa Romaszewskiego. Obaj panowie stanęli na wysokości zadania, ale szkoda, że dopiero po 20 latach wolnej Polski zauważyli jak żyje kaleka. Szkoda, że Zbyszek nie pomógł mi w problemach sądowych. Mam prawomocny Wyrok wewnętrznie sprzeczny, mam dwa Wyroki wzajemnie się wykluczające wydane w różnych terminach. Wszystko, dlatego że jestem ślepy a Sąd koresponduje ze mną, jak z osobą widzącą a potykam się na procedurach i zwrotach. Tyle mego użalania, bo was zanudzę.
Kilka tygodni temu słuchałem rozmowy Moniki Olejnik ze Zbyszkiem Romaszewskim Marszałkiem Senatu, to była porażająca i paraliżująca mnie rozmowa. Z rozmowy tej dowiedziałem się, że kibol Staruch jest patriotą, i jak Policja Państwowa mogła zatrzymać Starucha 1 sierpnia 2011 r. podczas obchodów kolejnej rocznicy Powstania Warszawskiego. Faktycznie zmieniają się oceny patriotyzmu, bo za walenie piłkarza po twarzy po meczu w obecności kilku tysięcy osób dostaje się od Marszałka Senatu Zbigniewa Romaszewskiego miano PATRIOTY. Przypomnę Panu Marszałkowi, że podstawową wartością jest nietykalność cielesna i nie ma znaczenia, kto bije, bandyta czy Policja Państwowa. Jeżeli Staruch to PATRIOTA to, kim są nieżyjący uczestnicy walki zbrojnej podczas Powstania Warszawskiego? Kim jestem ja czy inni ludzie podziemnej Solidarności? http://www.youtube.com/watch?v=HL8EUzlgNys&feature=channel_video_title  Sądząc po pomocy, jaką otrzymałem od Państwa Romaszewskich, to jestem nikim.
Sądzę, że sytuacja życzliwej pomocy dla mnie, wynika z tego, że razem z przyjacielem Alfredem Rosłoniem http://www.encyklopedia-solidarnosci.pl/wiki/index.php?title=Alfred_Ros%C5%82o%C5%84  mamy własne oceny otaczającej nas rzeczywistości i nie poddajemy się naciskom.
Andrzej Adamiak PS. Rudy, drukarz Międzyzakładowego Komitetu Koordynacyjnego "wola" Warszawa, drukarz wydawnictwa "KRĄG" i drukarz sitodruku MKK "wola" Warszawa.
Piotr Stasiński agent Służby Bezpieczeństwa,zastępca Michnika 11.11.25
Warto dokładnie przeczytać całość , wiedział o bojówkach, prowokacjach i o tym że milicja im nic nie zrobi Piotr Stasiński zastępca Michnika wiedział jak walczyć dzisiaj już zapomniał. I o co mu chodziło z tymi Polakami, że Polacy muszą to, Polacy muszą tamto. Że co, że on nie Polak. Dzisiaj już wiadomo że to . CZERWONE SKURWYSYNY http://www.youtube.com/watch?v=wCcCjOohSMw&feature=related  
Czy demonstrować
Czynione przez propagandę próby pomniejszenia naszych demonstracji 1 i 3-majowych są doprawdy rozpaczliwe, naprawdę są one adresowane do Sowietów, których odwiedza Jaruzelski ze swoim obrzydliwym hołdem peerelowskim, i do zachodu, któremu chce się wykazać, że
Solidarność straciła impet i nie warto jej) już popierać.
To oczywiste, że olbrzymie oddziały milicji i obawa przed cywilnymi ubeckimi prowokatorami/to oni dotychczas strzelali-w Lubinie i Nowej Hucie/zniechęcają ludzi do otwartego manifestowania swych przekonań i żądań. Do tego, nasza organizacja pochodów i manifestacji
jest właściwie żadna, na co z przerażeniem patrzą ludzie
starsi, pamiętający np. przedwojenne nielegalne manifestacje. Wówczas każdy uczestnik wiedział, kto jest naczelnikiem pochodu, kto- w razie wpadki - jego zastępcą jakie są miejsca zbiórki i gdzie się zbierać, gdy zostaną one obstawione przez policje. Przygotowana była straż obywatelska dla ochrony demonstracji przed bojówkami i prowokatorami, przygotowana i chroniona była czołówka pochodu. Przygotowane były transparenty i hasła istniał fundusz zbierany na
pomoc dla ewentualnych uwiezionych i ich rodzin. Dziś tego brak albo jest to wszystko w powijakach. Mimo to kilkadziesiąt tysięcy ludzi w całej Polsce gotowych jest zaryzykować uwięzienie, pobicie , kary finansowe, usunięcie a pracy czy szkoły- dla zademonstrowania poparcia ideałów wolnościowych. Czy to dużo? Nawet jeśli wliczyć kibiców, sympatyzujących gapiów - ludzi, którzy by poszli, gdyby nie bili , nie łzawili, nie polewali ? Nie potrafimy odpowiedzieć, czy to dużo. W każdym jednak razie możemy powiedzieć, że nic takiego nie zdarza się, więcej, jest w ogóle nie do pomyślenia w jakimkolwiek kraju rządzonym przez komunistów. Mamy do wyboru. Albo pogodzić się z faktem upadku nastrojów i niechęcią ludzi do otwartego manifestowania, czyli z tym, że w naszej pracy musimy liczyć nie na ilość, lecz na jakość. Albo zacząć organizować demonstracje w sposób zdyscyplinowany, z jasno wyznaczonym celem i przy wyraźnie przedstawionym ryzyku. Albo pozostawić to co jest. Czyli „gołe wezwanie" - bez organizacyjnego przedłużenia - nadzieja na liczną, spontaniczną frekwencje, która zanotowana zostanie przez dziennikarzy. Propaganda zawsze będzie pomniejszać znaczenie naszych demonstracji. Im bardziej gorączkowo to robi, tym w gruncie rzeczy większy jest nasz sukces. Świadczy to bowiem o tym, jak bardzo otwarte, publiczne manifestowanie jest dla władz dotkliwe, jak bardzo nie pasuje ono do wizerunku społeczeństwa zsowietyzowanego. Nie powinniśmy sie zatem zrażać, lecz naprawdę organizować. A jest parę spraw które wymagają, publicznego, głośnego wypowiedzenia przez ludzi poczuwających się do Solidarności. Polacy muszą żądać wypuszczenia na wolność więźniów politycznych. I Polacy muszą żądać wolnych wyborów. To minimum. I świat powinien je znać.
Piotr Stasiński agent Służby Bezpieczeństwa.
Piotr Wolwowicz vs Stara ściera z polsatu. Śpiewa Bartek Kalinowski 
http://www.youtube.com/watch?v=AFiEE0nhvxo&N     Stara ściera 2 Epilog, Piotra Wolwowicza z Must be the Music śpiewa Bartek Kalinowski http://www.youtube.com/watch?v=l-8VwsH9duU&feature=related
Najpiękniejszy film jaki widziałem. 11.11.19
http://zamach.nowyekran.pl/post/38049,najpiekniejszy-film-jaki-widzialem
PODCZAS GDY KILKUDZIESIĘCIU PROWOKATORÓW ROZPĘTAŁO BÓJKĘ Z POLICJĄ NA PL. KONSTYTUCJI I WŁĄCZYŁO SIĘ W NIĄ 100, MOŻE 200 KIBICÓW, CO ŚCIĄGNĘŁO UWAGĘ WIĘKSZOŚCI MEDIÓW, ULICAMI WARSZAWY PRZESZEDŁ MARSZ NIEPODLEGŁOŚCI.
Ręka mnie swędzi żeby panu przypierdolić. 11.11.16
Miły, starszy pan wypowiada się o tym co się dzieje w Polsce  http://www.youtube.com/watch?v=68e9aILugJo&feature=related 22.03.1989 z ustaleń podzespołu d/s środków, i masowego przekazu. ...Środki komunikacji społecznej, niezależnie od ich orientacji politycznej czy światopoglądowej, powinny spełniać następujące funkcje :
- Przedstawiać rzetelną i możliwie pełną i obiektywną informację ;
-Wyrażać opinie społeczne oraz opinie i propozycje wszelkich opcji politycznych i innych, biorąc pod uwagę także poglądy i postulaty nie podzielane przez daną stronę;
- Kontrolować władzę w szerokim zakresie tego pojęcia oraz bronić swobód obywatelskich i interesów jednostki ;
- Sprzyjać dotrzymywaniu umów społecznych przez wszystkie strony oraz ujawniać i łagodzić konflikty l napięcia społeczne w duchu tego porozumienia.
- Współdziałać w dziele reform demokratycznych służących nadrzędnym wartościom Polski.

Statystyki
Liczba osób które odwiedziły mojego bloga:
 
5477
Liczba osób które skomentowały mojego bloga:
 
16
Liczba osób które wpisały sie do Ksiegi Gosci:
 
0
Zobacz serwisy INTERIA.PL